Kopalnia Uranu Kowary
Cześć i czołem! Jesień coraz bardziej zaczyna nam się rządzić, dni stają się krótsze i chłodniejsze, a Halloween jest właściwie tuż za rogiem. W związku z tym uznałam, że po ostatnich górskich i bajkowych wpisach przyszła pora na coś bardziej tajemniczego, zupełnie z innej beczki. Dlatego dziś zabieram Was pod ziemię – zajrzymy razem do Kopalni Uranu Kowary. Przejdziemy się podziemną trasą turystyczną, zobaczymy świecące w świetle UV szkło uranowe i spotkamy Liczyrzepę. Brzmi dobrze? No to w drogę! Ubierzcie się ciepło (bo pod ziemią można zmarznąć) i ruszamy.

Czym są Sztolnie Kowary?
Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że powszechnie funkcjonuje kilka określeń tego samego obiektu. O ile dobrze rozumiem, oficjalnie jest to Kopalnia Uranu Kowary. Można też jednak spotkać inne nazwy, takie jak na przykład Sztolnie Kowary, Kopalnia Liczyrzepa czy Kopalnia Uranu Liczyrzepa.
Wszystkie te określenia odnoszą się do tego samego miejsca – podziemnej trasy turystycznej poprowadzonej przez autentyczne wyrobiska dawnej kopalni. Znajdziemy ją w kowarskim Podgórzu, we wnętrzu góry Sulica. Jak to wszystko się zaczęło i czy od początku wydobywano tam właśnie uran? Już spieszę z odpowiedziami.


Historia Kopalni Liczyrzepa – od fluorytu po trasę turystyczną
Kopalnia powstała w połowie XIX wieku – wówczas nosiła nazwę Rübezahl. Jest to niemieckie określenie naszego swojskiego Liczyrzepy, legendarnego Ducha Gór. Na początku wydobywano tam przede wszystkim fluoryt. Kopalnię zamknięto jednak w latach 60. XIX wieku.
Jakiś czas później w okolicy odkryto złoża uranu. Jego wydobycie w Kowarach zaczęło się jeszcze przed II wojną światową – po wzbogaceniu rudę wysyłano do dalszej obróbki w Niemczech.
Po II wojnie światowej rozpętało się prawdziwe uranowe szaleństwo. Uran stał się strategicznym surowcem potrzebnym Związkowi Radzieckiemu do rozwoju programu atomowego. W związku z tym w rejonie Kowar rozpoczęto intensywne poszukiwania rud – i tym sposobem Kopalnia Liczyrzepa doczekała się ponownego uruchomienia. Działalność była utajniona, a nadzór nad nią sprawowali radzieccy specjaliści. Pozyskiwany surowiec wysyłano do ZSRR. Cały system związany z wydobyciem uranu funkcjonował pod tajną nazwą Zakłady Przemysłowe R-1.

Od 1948 roku Kowary objęto szczególnym nadzorem. Było to właściwie miasto zamknięte. Można nawet natknąć się na doniesienia, że kopalnia funkcjonowała jako swego rodzaju “państwo w państwie”, całkowicie kontrolowane przez ZSRR. W Kowarach stacjonował również Batalion Specjalny Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego liczący około 750 osób. Zarówno jego członkowie, jak i radzieccy specjaliści opuścili miasto po politycznej odwilży w 1956 roku. Z kolei Zakłady Przemysłowe R-1 zlikwidowano dopiero w 1973 roku.
Co ciekawe, uran był czymś więcej niż tylko wydobywanym surowcem. Tak naprawdę przez kilka lat organizował życie gospodarcze i społeczne miasta. W latach 1949-1952 Zakłady R-1 zbudowały w Kowarach między innymi osiedle składające się z 57 budynków, dom kultury, liceum i przedszkole. Liczba mieszkańców tych okolic w okresie powojennym wzrosła z około 4 tysięcy do 12,5 tysiąca.
Dziś w Kowarach nie prowadzi się już wydobycia uranu. Działalność ta została zakończona w latach 60. XX wieku, a w 2000 roku w dawnych sztolniach Kopalni Liczyrzepa uruchomiono podziemną trasę turystyczną.
Cała ta historia jest więc całkiem “świeża”. Wcale nie tak dawno temu Kowary były miastem zamkniętym, terenem, na którym wydobywano uran potrzebny do stworzenia radzieckich bomb atomowych. Przerażające i fascynujące jednocześnie. Gdy myślimy o różnych akcjach z kategorii “ściśle tajne”, przychodzą nam do głowy raczej bardziej “odległe” przykłady, a tu proszę, całkiem sporo pozostałości po czymś takim mamy właściwie pod nosem.

Jak wygląda zwiedzanie Kopalni Uranu w Kowarach i czy w ogóle warto się tam wybrać?
Zwiedzanie odbywa się wyłącznie z przewodnikiem i trwa mniej więcej 60 minut. Podziemna trasa ma długość około 1200 m. Po drodze przechodzimy przez autentyczne chodniki i wyrobiska uzupełnione współczesnymi ekspozycjami. Możemy zobaczyć między innymi dawne narzędzia i urządzenia górnicze, fragmenty rudy uranowej, liczniki Geigera, wystawę minerałów i imponującą kolekcję szkła uranowego, które w świetle UV prezentuje się naprawdę wyjątkowo. Na trasie czeka też niesławny Little Boy (to znaczy oczywiście jego replika). Dodatkowo mieliśmy okazję posłuchać modlitwy górnika w kaplicy świętej Barbary i doświadczyć inscenizowanego wybuchu w przodku. Zwiedzanie obejmuje także multimedialny pokaz laserowy, ale to akurat trochę mnie rozczarowało. Taka atrakcja znajdzie pewnie swoich fanów, ale mnie nie porwała.

Na duży plus mogę za to zaliczyć sposób oprowadzania. Nasza przewodniczka bardzo ciekawie i z humorem opowiadała o dziejach kopalni i samego miasta, a z tego co czytałam w opiniach, pozostali przewodnicy również nie zawodzą.
Czy zatem warto odwiedzić Sztolnie Kowary? Moim zdaniem – tak. Program zwiedzania ma swoje słabsze i mocniejsze punkty, ale ogólnie rzecz biorąc, kopalnia i jej historia są na tyle ciekawe, że każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Warto tam zajrzeć, zwłaszcza jeśli akurat jesteście w okolicy. To również ciekawa opcja na mniej sprzyjającą pogodę. Kiedy pada deszcz, w kopalni nie leje nam się na głowy, a gdy jest upał, pod ziemią można się schłodzić – przez cały rok panuje tam temperatura około 8-10°C.


A co z promieniowaniem? Czy w Kowarach jest bezpiecznie?
Zaniepokojonych uspokajam – nie ma powodu do obaw. Trasa turystyczna została przygotowana z zachowaniem wszystkich niezbędnych norm bezpieczeństwa. Poziom promieniowania jest monitorowany, a pomieszczenia są regularnie wentylowane. Można więc zwiedzać ze spokojną głową.
Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie “sprzedała” Wam kilku ciekawostek. Teraz, owszem, jest bezpiecznie. Dawniej jednak tak nie było. Górnicy pracujący w kopalni byli narażeni na działanie radonu – gazu, który jest naturalnie uwalniany przez rozpad radioaktywny uranu. W tamtych czasach brakowało świadomości, jaką mamy teraz. Środki ochrony przed promieniowaniem były niewystarczające albo żadne – radzieckich kierowników bardziej interesowało wydobycie niż zdrowie pracowników. Wentylacja również była do niczego. Jak więc można się domyślać, górnicy raczej nie żyli “długo i szczęśliwie”.
No dobrze, ale w takim razie dlaczego ludzie się na to godzili? Jak to możliwe, że zawsze byli jacyś chętni do pracy? Odpowiedzi są dwie. Po pierwsze, pieniądze. Praca w kopalni uranu była podobno bardzo dobrze płatna. Po drugie, niewiedza. “Góra” zatajała przed pracownikami skalę ryzyka. Dlatego górnicy, skuszeni dobrymi zarobkami i nieświadomi okropnych konsekwencji dla zdrowia, bez większych oporów schodzili pod ziemię.
Co ciekawe, współcześnie funkcjonują tak zwane inhalatoria radonowe. Są to miejsca, w których stosuje się terapię polegającą na ekspozycji pacjenta na małe dawki radonu. Jak się okazuje, tego typu zabiegi mogą mieć korzystny wpływ na zdrowie – oczywiście w kontrolowanych warunkach i gdy nie ma do tego żadnych przeciwwskazań. Jedno z takich inhalatoriów funkcjonuje właśnie na terenie Kopalni Liczyrzepa – należy do położonego obok hotelu Jelenia Struga, który jest bezpośrednio połączony ze sztolniami.
Podczas zwiedzania dowiedzieliśmy się również, że mieszkańcy Kowar mogą być przeciętnie bardziej narażeni na naturalne promieniowanie niż mieszkańcy wielu innych regionów Polski. W 2020 roku przeprowadzono nawet pomiary, które to potwierdziły. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, działalność przemysłowa przyczyniła się do nagromadzenia odpadów i materiałów promieniotwórczych na niektórych terenach. Drugą przyczyną jest naturalna budowa geologiczna – w skałach Sudetów występują uran i rad, a jednym z produktów ich rozpadu jest wspomniany wyżej radon. Na zewnątrz wprawdzie szybko się on rozprasza, ale może przenikać z gruntu do budynków.
Nie oznacza to jednak, że należy się czegokolwiek obawiać. Można spokojnie spacerować po Kowarach i zwiedzać Kopalnię. Pamiętajmy tylko, aby nie zapuszczać się do starych i zamkniętych sztolni – to akurat jest bardzo ryzykowne, nie tylko ze względu na promieniowanie.

Jak przygotować się do zwiedzania Sztolni? Parking, bilety i inne informacje praktyczne
Kopalnia jest otwarta codziennie, ale liczba i godziny wejść zależą od sezonu. Przed wizytą warto więc sprawdzić aktualne informacje na stronie internetowej. Bilety można kupić w kasie na miejscu albo przez internet. Warto zdecydować się na tę drugą opcję, zwłaszcza w sezonie – dzięki temu mamy gwarancję, że wejdziemy o wybranej godzinie i unikniemy stania w kolejkach.
W momencie, kiedy to piszę, bilet normalny kosztuje 49 zł, a ulgowy 45 zł. Dzieci poniżej 6 lat wchodzą za 1 zł – zastanowiłabym się jednak, czy to dobra atrakcja dla najmłodszych. Kiedy ja wybrałam się na zwiedzanie, w mojej grupie był właśnie taki maluch i praktycznie już od wejścia marudził, że się nudzi i chce wracać. Niestety, sam raczej nie miał z tego większej zabawy, a na dodatek przeszkadzał innym. Myślę, że starsze dzieci i dorośli znajdą tam coś dla siebie, najmłodsi niekoniecznie. Zdaję się jednak na zdrowy rozsądek rodziców – znacie swoje dzieciaki, wiecie, co lubią, a czego nie, nie bierzcie ich na siłę gdzieś, gdzie będą się nudzić. 😉 Trasa jest raczej płaska i przystosowana do zwiedzających w różnym wieku, więc pod tym względem nie powinno być problemów.
Jeśli chodzi o dojazd, to do dyspozycji turystów jest darmowy parking. Warto jednak przyjechać trochę wcześniej (według oficjalnej strony zaleca się mniej więcej 30 minut przed godziną zwiedzania), bo do Sztolni trzeba jeszcze podejść około 450 m. Przy samej Kopalni nie parkujemy.


W pobliżu wejścia do Sztolni znajdziemy mały sklepik z pamiątkami i przekąskami. Jest też toaleta i kilka miejsc, gdzie można zrobić ciekawe zdjęcia. 😉
O czym jeszcze trzeba wiedzieć? Jak już wspomniałam, pod ziemią jest chłodno – przez cały rok temperatura utrzymuje się na poziomie 8-10°C. Dlatego warto zabrać ze sobą coś ciepłego do ubrania. Pamiętajmy też o odpowiednich butach – chodniki wprawdzie nie są zalane, ale może być ślisko i wilgotno, więc wygodne, pełne obuwie to podstawa. Sandałki i klapeczki odpadają!







A co potem?
Jeśli po zwiedzaniu Kopalni macie apetyt na więcej, możecie na przykład udać się na spacer Szlakiem Tradycji Górniczych. Prowadzi on podobno po najciekawszych zakątkach miasta. Ja niestety nie miałam jeszcze okazji go przejść – zamiast tego wybrałam się do Muzeum Sentymentów w Kowarach. To miejsce, gdzie naprawdę można przenieść się w czasie – ale o tym opowiem Wam innym razem.
A tymczasem do zobaczenia – widzimy się najpewniej za tydzień!
Skomentuj