Skamieniałe Miasto w Ciężkowicach i Wąwóz Czarownic
Witam serdecznie! Jak zapowiadałam, dziś pozostajemy w halloweenowych klimatach. Odwiedzimy czarownicę (a może nawet kilka), zapolujemy na czarta, przejdziemy się Szlakiem Nietoperza i poznamy legendę o okrutnym możnowładcy, który bił, pił i robił różne inne paskudne rzeczy. Załóżcie porządne buty, weźcie plecaki i ruszajcie ze mną na podbój Skamieniałego Miasta!

Co to za Skamieniałe Miasto?
Zacznijmy od tej oficjalnej, nudniejszej części, bo wypada o niej wspomnieć, a później już z czystym sumieniem zajmiemy się tym, co miśki lubią najbardziej – ciekawostkami i legendami.
Postaram się krótko. Skamieniałe Miasto to rezerwat przyrody nieożywionej, który znajduje się w Ciężkowicach. Na jego terenie rozsiane są fantazyjne formacje skalne z piaskowca ciężkowickiego. Ich kształty przypominają zwierzęta, ludzkie postacie i budynki, dlatego niektóre z nich otrzymały mniej lub bardziej adekwatne nazwy, takie jak na przykład Czarownica, Borsuk czy Ratusz.
Skamieniałe Miasto ma szczególne znaczenie geologiczne – to pierwsze miejsce w Karpatach, w którym rozpoznano struktury dawnych podmorskich osuwisk. Wspomniane formacje powstały dziesiątki milionów lat temu z osadów gromadzących się na dnie morza. Z czasem mniej odporne fragmenty były usuwane przez wodę, wiatr i mróz, a twardsze partie przetrwały do dziś w postaci baszt, ambon, grzybów, platform i pojedynczych bloków. Proces wietrzenia trwa nadal – i prowadzi do powolnego rozpadu skałek.
Nie wszystkie formacje w Skamieniałym Mieście są jednak wyłącznie dziełem natury. Niektóre z nich to pozostałości po dawnym kamieniołomie. Jego działanie przerwano w 1926 roku po interwencji botanika profesora Władysława Szafera. W późniejszych latach Skamieniałe Miasto uznano za zabytek przyrody, a następnie utworzono tam formalny rezerwat, który możemy zwiedzać dzisiaj.

Legenda o Skamieniałym Mieście
Skoro oficjalną historię rezerwatu mamy już za sobą, zajmijmy się tym, co bardziej działa na wyobraźnię – legendami. Według opowieści spisanej przez Seweryna Udzielę początki Skamieniałego Miasta są o wiele ciekawsze.
Podobno dawno, dawno temu znajdował się w tym miejscu bogaty gród rządzony przez okrutnego władcę. Represje, napaści, pijaństwo, rozwiązłość – takie klimaty. Krótko mówiąc, bawił się świetnie. Do czasu.
Tak się złożyło, że okrutny władca miał żonę i córkę. Również dla nich nie był zbyt łaskawy, w efekcie czego małżonka przeniosła się na tamten świat i wreszcie znalazła spokój. No i skoro tak się stało, nasz bohater postanowił, że musi czym prędzej ożenić się ponownie.
Jego poszukiwania kandydatki na żonę numer dwa nie były jednak zbyt owocne. Wszyscy w okolicy słyszeli już o jego wyczynach i nie byli zbyt chętni, aby się z nim bratać. Niewiarygodne, prawda? Po jakimś czasie, gdy desperackie próby znalezienia nowej małżonki nie przyniosły żadnych efektów, władca wpadł na doprawdy wspaniały pomysł – stwierdził, że poślubi swoją córkę.
Tego już było siłom niebiańskim za dużo. W dzień uczty weselnej rozpętała się potworna burza, mrok zapadł nad całą okolicą, a rano nie było już niczego. Całe miasto i jego mieszkańcy zamienili się w kamień, a ślady dawnych budowli możemy oglądać do dziś – właśnie w postaci formacji skalnych.

Zwiedzanie Skamieniałego Miasta – jaka trasa będzie najciekawsza?
Aby zobaczyć jak najwięcej, proponuję trasę, która nie jest może najkrótsza, ale za to pozwala spokojnie eksplorować całe Skamieniałe Miasto i przy okazji odwiedzić jeszcze jedno ciekawe miejsce – Wąwóz Czarownic.
Początek trasy – Grunwald, Warownie, Borsuk, Pustelnia i Skałka z Krzyżem
Zaczynamy z przytupem – na parkingu, obok którego znajduje się Grunwald, czyli największa skała w całym rezerwacie. Ma około 17 metrów wysokości, a wcześniej była nazywana Piekłem – swoją obecną nazwę zyskała w 1910 roku, w 500. rocznicę bitwy pod Grunwaldem. Podobno raz w roku w tajemniczej szczelinie mają tu ukazywać się skarby. Każdy, kto się na nie skusi, zostaje uwięziony – skała natychmiast się zamyka. To kolejna legenda, która pokazuje, że zachłanność nie popłaca. 😉

Następnie kupujemy bilet w kasie, wchodzimy do rezerwatu i idziemy niebieskim szlakiem. Dość szybko trafiamy na Warownie – Dolną i Górną. W przeciwieństwie do większości skał w Skamieniałym Mieście ich wygląd został częściowo ukształtowany przez człowieka – to efekt działalności kamieniołomu, o którym pisałam wcześniej. Co ciekawe, na Warowni Górnej zachowały się historyczne podpisy (prawdopodobnie kamieniarzy) – najstarsze z nich mają już ponad 150 lat!

Dalej przechodzimy między różnymi ciekawymi formacjami. Możemy zobaczyć na przykład Orła, Pianino, Żółwia, Borsuka i Piekiełko, którego brunatny kolor według legendy pochodzi od wydobywającej się z wewnątrz siarki. Rzeczywistość jest dużo bardziej prozaiczna – to po prostu efekt związków utlenionego żelaza obecnych w skale. Nie wiem, wersja z siarką jakoś bardziej mnie przekonuje. 😀
Z Borsukiem również wiąże się ciekawa historia. Podobno pewien skąpy rycerz ukrył kiedyś swoje skarby w borsuczej noże, a potem ich pilnował, aby broń Boże nikt się do nich nie zakradł. Osiągnął w ten sposób tyle, że umarł z głodu. Po śmierci został zamieniony w skałę przypominającą borsuka.



Kiedy już się napatrzymy, idziemy dalej w stronę Piramid, a później trafiamy na Pustelnię. Według legendy żył tu dawniej pobożny pustelnik. Pewnego dnia odwiedził go zmęczony wędrówką starzec i poprosił o szklankę wody. Kiedy ją otrzymał, ostrzegł gospodarza, aby jak najszybciej uciekał, bo szykuje się katastrofa. Pustelnik posłuchał ostrzeżenia i jako jedyny przeżył zagładę miasta.
Przy Pustelni znajduje się rozejście dróg – Szlak Nietoperza prowadzi w stronę parkingu, a niebieski szlak kieruje nas dalej, do kolejnych skał. My oczywiście idziemy je zobaczyć.


Po drodze trafiamy na Basztę Paderewskiego, która otrzymała swoją nazwę w 1985 roku, w 125. rocznicę urodzin Ignacego Jana Paderewskiego. Następnie warto przyjrzeć się Cygance, która wygląda inaczej w zależności od miejsca, z jakiego się na nią patrzy. Mijamy też charakterystyczny Grzybek.
Później docieramy do Skałki z krzyżem. Z tego miejsca możemy podziwiać piękne widoki na okolicę. Wiążą się z nim również dwie ciekawe legendy. Pierwsza z nich mówi, że Skałka z krzyżem była kiedyś kościołem. Jego proboszcz był niestety hazardzistą i przegrał go w kości z diabłem. Druga opowiada o czarcie, który lubił rozsiadać się na górze i rzucać w podróżnych kamieniami. Dał sobie spokój dopiero wtedy, gdy umieszczono tam krzyż. Sporo tych diabelskich wątków.
Jeśli nie macie wiele czasu i zależy Wam przede wszystkim na zobaczeniu Skamieniałego Miasta, przy Skałce z Krzyżem możecie zawrócić i skierować się w stronę parkingu. My jednak idziemy dalej niebieskim szlakiem – chcemy przecież jeszcze odwiedzić Wąwóz Czarownic.





Wąwóz Czarownic
Aby trafić do Wąwozu Czarownic, musimy zejść w stronę ul. Tysiąclecia, przedostać się na drugą stronę drogi i przejść przez bramę z napisem “WĄWÓZ – WODOSPAD”. Raczej nie sposób się zgubić.
Następnie schodzimy schodami i idziemy dalej, kierując się oznaczeniami. Wreszcie trafiamy do wąwozu. Po drodze mijamy skałki i przechodzimy przez potok. Jest pięknie i tajemniczo.


Wąwóz Czarownic ma długość około 70 metrów i głębokość nawet 15-25 m. Ograniczają go ogromne skały. Co ciekawe, na jego dno prawie nie dociera światło słoneczne, w związku z czym panuje tam specyficzny mikroklimat. Jest zimno i wilgotno, niemal jak w jaskini. A to tylko podkręca tę jedyną w swoim rodzaju atmosferę tajemniczości! Według legend czarownice spotykały się tutaj ze swoimi diabelskimi towarzyszami i odprawiały sabaty. Z kolei inna opowieść mówi, że w wąwozie swoje kryjówki mieli zbójcy napadający na wozy kupieckie. Było to w każdym razie miejsce, do którego okoliczni mieszkańcy woleli się nie zapuszczać.
Mniej więcej w połowie wąwóz się rozwidla, a jedna z jego części kończy się wysoką skalną ścianą, z której spływa Wodospad Ciężkowicki, zwany też Wodospadem Czarownic. Jego wygląd mocno zależy od pogody. Po okresie opadów jest podobno bardzo efektowny – ja niestety trafiłam na moment, w którym był tylko cienką strużką. Zimą, podczas mrozów, tworzy się tam natomiast lodospad.

Raczej Was nie zaskoczę, kiedy powiem, że z Wodospadem Ciężkowickim również wiąże się legenda. Opisane w niej wydarzenia miały miejsce, kiedy Skamieniałe Miasto nie było jeszcze zamienione w kamień, a jego okrutny pan wciąż bawił się w najlepsze. Otóż dawno temu pewna młoda dziewczyna uciekła w te okolice przed rycerzem z Rożnowa. Błagała złego władcę o pomoc i na początku nawet ją otrzymała. Później jednak gospodarz złamał prawo gościnności i wydał ją prześladowcy – w zamian miał otrzymać ziemie, na których bardzo mu zależało. Łzy dziewczyny podobno dały początek strumieniowi, z którego bierze się wodospad.
Czy warto odwiedzić Wąwóz Czarownic? Zdecydowanie tak! To naprawdę wyjątkowe, niesamowicie klimatyczne miejsce. Nie dokładamy aż tak dużo drogi, a możemy zobaczyć coś ciekawego.


Szlak Nietoperza, Ratusz, Czarownica i powrót na parking
Z wąwozu wracamy początkowo tą samą drogą, którą do niego przyszliśmy. Dopiero przy Pustelni odbijamy na Szlak Nietoperza, który doprowadzi nas do parkingu. Skąd wzięła się jego nazwa? Odpowiedź na to pytanie jest prosta – na terenie rezerwatu odkryto występowanie co najmniej jedenastu gatunków nietoperzy. Cały szlak jest oznaczony wizerunkami tych zwierząt.

Idziemy więc sobie leśną ścieżką i docieramy do kładki nad drogą. Stąd widać już parking, ale warto jeszcze przejść na drugą stronę ulicy, gdzie czekają na nas Ratusz i Czarownica – jedna z najbardziej rozpoznawalnych skał w całym rezerwacie.
Ratusz miał być kiedyś siedzibą radnych, którzy zamiast zajmować się sprawami mieszkańców, woleli urządzać sobie huczne popijawy. Dlatego kiedy miasto skamieniało, za karę zostali uwięzieni we wnętrzu skały i umarli z pragnienia. Z kolei Czarownica była podobno wyjątkowo nieuprzejmą kobietą, która została zamieniona w kamień za złorzeczenie księdzu jadącemu z sakramentem do chorego.
Gdy już się napatrzymy i wyciągniemy wnioski z tych historii, możemy ponownie przejść kładką i wrócić na parking. Koniec wycieczki, proszę Państwa!




Bilety, parking, zwiedzanie – co trzeba wiedzieć?
Przy wejściu do rezerwatu znajduje się spory płatny parking. Kasa z biletami jest zaraz obok. Podobno można też parkować po drugiej stronie ulicy za darmo, ale jest tam niewiele miejsca. Jeśli wszystko będzie już zajęte, alternatywą jest zostawienie samochodu w centrum Ciężkowic i podejście pieszo.
W momencie, gdy to piszę, bilet normalny kosztuje 7 zł, a ulgowy 5 zł. Rezerwat można zwiedzać przez cały rok.
Przy parkingu znajduje się bar Grunwald, gdzie można coś zjeść i wypić. My skusiliśmy się na gofry i kawę, wzięliśmy też na próbę gruszkowe piwo 0%. Wszystko było w porządku. Na miejscu znajduje się również sklepik z pamiątkami.

Według informacji, na które trafiłam, długość całej trasy wynosi około 4,5 km (Skamieniałe Miasto + Wąwóz Czarownic + powrót Szlakiem Nietoperza), a czas przejścia to około 2,5 godziny. Nam zajęło to około 2 godzin, ale mieliśmy wtedy dość szybkie tempo.
Warto też pamiętać o odpowiednim przygotowaniu się do zwiedzania. Dobre buty to podstawa. Po drodze trzeba się trochę nachodzić w górę i w dół, a teren bywa różny – kamienie, korzenie, schody i inne takie. Zwłaszcza w wąwozie może być mokro i ślisko – szczególnie przy deszczowej pogodzie. Jeśli nie chcecie przywieźć z wycieczki pamiątki w postaci złamanej nogi, weźcie odpowiednie obuwie.

A gdzie potem na obiad?
Jak wspomniałam, przy parkingu działa Bar Grunwald, ja jednak nie jadłam tam dań obiadowych, więc nie mogę z czystym sumieniem go polecić. Mam jednak dla Was inną fajną propozycję.
Tak się składa, że gdy byliśmy w Skamieniałym Mieście, na trasie zwiedzania mieliśmy też Tarnów (o którym więcej pewnie jeszcze kiedyś napiszę, bo naprawdę warto) i testowaliśmy tam różne restauracje. Dziś podrzucę Wam jedną z nich – a mianowicie Szczęście. Jadłam tam oczywiście pierogi, a mój mąż standardowo burgera. Było to w sezonie jesiennym, więc skusiłam się jeszcze na grzanego aperola. I wszystko było super. Bardzo podobał mi się też wystrój – dynie, zwisające z sufitu kolorowe liście, był klimacik.


No, to teraz pozostaje mi się tylko pożegnać i zaprosić na kolejną wyprawę. Dokąd? To się jeszcze okaże. Do zobaczenia!
Skomentuj