Wysoka Kopa
Uszanowanko! Zgodnie z zapowiedzią na Facebooku i Instagramie dzisiejszy post jest bardziej dla górołazów, ale myślę, że może zaciekawić również inne osoby. Będzie nie tylko górsko, ale też trochę wspominkowo i porównawczo. Bo tak się składa, że miejsce, o którym chcę Wam opowiedzieć, przeszło trochę zmian w ciągu ostatnich kilku lat – a ja mam zdjęcia, jak to wyglądało “przed” i “po”, więc będziemy mogli ładnie je obok siebie zestawić.
Ale do rzeczy. Bohaterką dzisiejszego wpisu będzie Wysoka Kopa – najwyższy szczyt Gór Izerskich. Jak ją zdobyć i skąd te wszystkie zmiany, o których ględziłam na początku? Zapraszam do lektury!

Wysoka Kopa – co, gdzie, ile?
Na początek trochę informacji porządkowych. Jak wspomniałam, Wysoka Kopa to najwyższy szczyt w Górach Izerskich – jej wysokość to 1126 m n.p.m. (choć niektóre źródła podają 1127,6 m n.p.m.). Należy oczywiście do Korony Gór Polski.
Co ciekawe, na właściwy wierzchołek Wysokiej Kopy nigdy nie prowadził oficjalny, znakowany szlak. Turyści docierali tam wydeptaną ścieżką.
A dlaczego docierali, a już nie docierają? Ano z powodu cietrzewia.
Co ma cietrzew do Wysokiej Kopy?
Pewnego dnia, gdy dreptający na Wysoką Kopę turyści po raz kolejny obudzili cietrzewia stanowczo zbyt wcześnie rano, mocno poirytowany ptak wyszedł z gniazda, tupnął nogą i powiedział: “Dość. Koniec łażenia po moim domu, bo dzikami poszczuję!”. Turyści pokornie wzięli to na klatę i przestali niepokoić biedne stworzenie.
No, może nie do końca tak to było.
W rzeczywistości Wysoka Kopa jest ważnym siedliskiem cietrzewia, którego populacja w Górach Izerskich jest silnie zagrożona. W związku z tym w listopadzie 2021 roku okolice wierzchołka zostały wyłączone z ruchu turystycznego. Klub Zdobywców Korony Gór Polski, Nadleśnictwo Szklarska Poręba i Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska we Wrocławiu (RDOŚ) zdecydowały o przeniesieniu tabliczki szczytowej, skrzynki klubowej i pieczątki KGP w inne miejsce. Od 1 grudnia do 31 sierpnia obowiązuje zakaz wstępu na szczyt, a we wrześniu, październiku i listopadzie wejście i tak nie jest zalecane.
W 2023 roku nastąpiły kolejne zmiany. Zgodnie z wytycznymi RDOŚ utworzono nowe strefy ochrony cietrzewia i zmodyfikowano przebieg szlaków.
Piszę o tym wszystkim nie tylko dlatego, że temat wydaje mi się ciekawy do przedstawienia, ale też dlatego, że przygotowując się do mojej ostatniej wyprawy na Wysoką Kopę, trafiłam na sporo nieaktualnych opisów trasy. Uznałam więc, że zbiorę to wszystko do kupy i pokażę, co się zmieniło. 😉
A teraz, skoro teorię mamy już za sobą, ruszajmy wreszcie na szlak!

Kiedyś i dziś – jak zdobyć Wysoką Kopę?
Sposobów na zdobycie Wysokiej Kopy jest kilka. Ja postawiłam na klasyczną pętlę z Rozdroża Izerskiego. Jest dość łatwa i przyjemna, a jej przejście zajmuje około 4 godzin. Trzeba tylko dobrze pilnować szlaków, bo trasa do tabliczki szczytowej nie jest od początku oznaczona – to znaczy oznaczenia są, ale nie znajdziemy tam za bardzo informacji, że prowadzą akurat na Wysoką Kopę. Szczegóły poniżej:
Na Rozdrożu Izerskim po obu stronach drogi znajdziemy duży i, co najważniejsze, bezpłatny parking. Jeśli tylko jest taka możliwość, polecam stanąć w miejscu zaznaczonym poniżej – stamtąd można iść prosto na szlak i nie trzeba przechodzić przez ulicę:

Następnie idziemy sobie leśną drogą do rozdroża. I tu mamy wybór – ja akurat poszłam dalej zielonym szlakiem, który najpierw nie budzi żadnych podejrzeń, potem pojawia się jedno ostrzejsze podejście, a potem w sumie jest już spokój. Możemy więc w miarę szybko zdobyć wysokość, aby później, gdy wreszcie skończymy walczyć o każdy oddech, rozkoszować się pięknem przyrody.
Kiedy dotrzemy do kolejnego rozdroża (Rozdroże pod Zwaliskiem), bardzo ważne jest, aby pójść dalej w prawo, to znaczy drogą, na której łączą się ze sobą czerwony i zielony szlak. Jeżeli pójdziemy w lewo czerwonym szlakiem, trafimy na Wysoki Kamień. Jest to oczywiście naprawdę ładne i ciekawe miejsce, ale to w ogóle nie ten kierunek.
Dlaczego tak to podkreślam? Ano dlatego, że raz już dotarłam z ekipą na Wysoki Kamień przez przypadek i chociaż bardzo nam się tam podobało, czasowo byliśmy w plecy. Jeśli więc jesteście nastawieni na konkretny cel (zdobycie Wysokiej Kopy) i nie chcecie zbaczać z drogi, pilnujcie szlaków.


Wróćmy jednak do tematu. Gdy już pójdziemy dalej, po jakimś czasie trafimy na Szklarską Drogę, gdzie do szlaku czerwonego i zielonego dołącza niebieski. I to jest jedna z największych różnic względem trasy sprzed kilku lat. Wcześniej na Rozdrożu pod Zwaliskiem szlak odbijał jeszcze bardziej w prawo i prowadził przez Zwalisko z malowniczymi skałkami, które są znane jako Wieczorny Zamek.
Legendy mówią, że gdzieś wśród tych skałek znajduje się ukryty skarbiec pełen wspaniałych kosztowności. Otwiera się on jednak tylko raz w roku o północy. W związku z tym można trafić na podania o pewnej kobiecie, która zabłądziła tam kiedyś razem ze swoją córką. Gdy ujrzały światełko w głębi lasu, myślały, że są uratowane. Zbliżyły się do niego i zobaczyły jaskinię, a w niej mnóstwo skarbów. Weszły do środka, a następnie kobieta rzuciła się, aby zebrać wszystko, co tylko dała radę unieść. Niestety nie mogło być zbyt pięknie – po chwili drzwi do skarbca zaczęły się zamykać. Nasza bohaterka chwyciła więc w dłonie ostatnie kosztowności i wybiegła z jaskini. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że zostawiła córkę w środku. Ot, taki “Kevin sam w domu”, tylko że w Górach Izerskich. “Córeczka sama w skarbcu”, czy jakoś tak. Od tamtej pory kobieta co noc przychodziła w to samo miejsce, mając nadzieję, że drzwi znowu się otworzą. I podobno nawet się to wreszcie udało – wszyscy żyli długo i szczęśliwie.
Potraktujmy tę historię jako przestrogę, aby nie zbaczać z wyznaczonego szlaku. Niby wszystko dobrze się skończyło, ale trauma do końca życia murowana. A skarbiec pewnie i tak już dawno jest ogołocony.

Po ominięciu Zwaliska dawny szlak prowadził w kierunku nieczynnej już kopalni kwarcu “Stanisław”. Pamiętam, że zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Na trasie mogliśmy zobaczyć ogromne wyrobisko – wyglądało to naprawdę imponująco. Ostało się też trochę zrujnowanych budynków – to z kolei bardziej postapokaliptyczne klimaty. Co ciekawe, kopalnia “Stanisław” była podobno najwyżej położonym zakładem wydobywczym w całej Europie Środkowej.





Dziś niestety już tego wszystkiego nie zobaczymy. Szklarska Droga omija zarówno Zwalisko, jak i kopalnię. Stary szlak został zlikwidowany i nie należy nim chodzić. Nie polecam zbaczać z wytyczonej trasy tylko po to, żeby rzucić okiem – ciekawych widoków w Polsce jest i tak dostatek, możemy chyba żyć akurat bez tych konkretnych. 😉

Co dalej? Idziemy sobie Szklarską Drogą, a potem żegnamy się z zielonym i niebieskim szlakiem – odbijamy na sam czerwony. Podążamy nim przez jakiś czas i dochodzimy do wiaty turystycznej, gdzie możemy odpocząć. Do tabliczki szczytowej zostało około 400 metrów.
Aby do niej dotrzeć, idziemy dalej czerwonym szlakiem i gotowe. Czeka na nas elegancka tabliczka, skrzynka i pieczątka – a jakże, z wizerunkiem cietrzewia. 😀




A jak było dawniej? Przy wiacie schodziło się ze znakowanej trasy i podążało wydeptaną ścieżką na właściwy wierzchołek, na którym znajdowała się tabliczka. Pamiętam, że teren był dość bagnisty, a pieczątki nie było. Tak jak wspomniałam wcześniej, dziś już nie mamy tam czego szukać. Przez większą część roku szczyt jest niedostępny, a przez pozostałe miesiące i tak lepiej tam nie wchodzić. Niech sobie cietrzew żyje w spokoju.


Po przybiciu pieczątki i zrobieniu sobie zdjęcia przy tabliczce idziemy dalej czerwonym szlakiem, a następnie odbijamy na żółty. Od tej pory trasa jest przyjemna, ale średnio ciekawa. Po drodze trafimy tylko na przepiękne Sine Skałki – jest ławeczka, jest zacny widoczek, można sobie przycupnąć i podziwiać. A potem już kierujemy się z powrotem na parking.




A co na obiad?
Jeśli po zejściu ze szlaku będziecie głodni (a pewnie będziecie), mam dla Was świetną wiadomość. Niedaleko Rozdroża Izerskiego (a konkretnie w miejscowości Świeradów-Zdrój) na zmęczonych turystów czekają dwie fajne restauracje.
Pierwsza z nich to Restauracja LoweLas, która serwuje przede wszystkim dziczyznę. Ja jadłam tam opiekane pierogi z dziczyzną, a mój mąż skusił się na gulasz z sarny z plackami ziemniaczanymi – obie pozycje były absolutnie doskonałe. Dodatkowo godny polecenia jest moim zdaniem drink Forest Spritz z prosecco, syropem sosnowym, limonką, rozmarynem i jałowcem. Trochę się bałam, czy nie będzie to dla mnie zbyt “leśne”, ale na szczęście okazało się bardzo, bardzo dobre.


Drugie miejsce, które warto odwiedzić, to Restauracja Montana. Tam jadłam przepyszne pierogi z kaczką (jak widzicie, jestem mocno pierogowa), a mój mąż wybrał schabowego. Tu również byliśmy zachwyceni.


I jak już narobiłam Wam smaka, to będę się żegnać. Dokąd zabiorę Was za tydzień? Jeszcze nie wiem, ale na pewno będzie fajnie! A tymczasem, do zobaczenia. 😉
Skomentuj